Helou!
Witam i przedstawiam... Squasha. Maję, Amelię, Gabriela, Lokiego i Dawida. Piątkę najlepszych przyjaciół, czerpiących z życia wszystko co najlepsze, chwytających chwile, mogących wszystko. Piękni, bogaci, inteligentni.
Z przyszłością. Marzeniami. Mnóstwem pomysłów. Gotowi na wszystko, byle razem.
Byli, są i będą.

blog.

Zero. Prolog. >> niedziela, 2 listopada 2008 00:09:12

Uh. Ale mnie znów wzięło!
_____

- Kochanie! Schodź już. Samolot czeka!
- Już mamo! Momencik!
Brunetka szybkim spojrzeniem ogarnia bałagan w pokoju, sprawdzając, czy czegoś przypadkiem nie zapomniała. Torebka, książki, misiek… Chyba wszystko jest. Wzdycha głośno. To już czas, pora jechać. Kolejne dziesięć miesięcy poza domem. A może właśnie w domu? Uśmiecha się. Po co się przejmować, trzeba się cieszyć i brać co dają. Ostatnie spojrzenie na szafę i… cholera.
- Mamo! – krzyczy przeraźliwie. - Mam problem! Zapomniałam o ubraniach!

Sterylnie czysty pokój, spakowana walizka. Stojąca w drzwiach ruda dziewczyna ogarnia to wzrokiem i uśmiecha się do siebie.
‘W końcu.’, myśli i odwraca się na pięcie. ‘Jadę do domu.’
Młody służący bierze jej bagaż i idzie za nią. Podziwia ją skrycie, jej urodę, jej tyłek... i marzy. Jak to cudownie byłoby ją mieć tylko dla siebie. A na dole przy wejściu czeka matka młodzieńca, żeby pożegnać młodą córkę pana domu, myśląc w duchu, jaka to biedna dziewczyna.
- Do zobaczenia nianiu. I nie przejmuj się tak. Wcale nie jestem biedna. W końcu jadę do przyjaciół, czyż nie? – ruda uśmiecha się do gospodyni, całuje ją delikatnie w policzek i rusza do auta czekającego na nią na podjeździe.

- Oh, kochanie. Tak bardzo będę za tobą tęsknić…
- Poli, nie płacz. To tylko dziesięć miesięcy. Będę do ciebie co tydzień dzwonił – młody chłopak przytula mocno starszą kobietę, starającą się niepostrzeżenie zetrzeć łzy z policzków. – Dasz sobie radę. Poznasz jakiegoś miłego starszego pana, obskubiesz go i rzucisz. Jak za dawnych lat.
Uśmiecha się do niej szeroko a ona wybucha śmiechem. Mimo to wciąż nie może powstrzymać płaczu.
- Masz wszystko? – pyta, spoglądając na walizki.
- Mam nadzieję. A nawet jeśli czegoś zapomniałem, to mi to wyślesz, prawda? – całuje ją w policzek. – Pa, ciociu. Trzymaj się.
Mówi i wychodzi. Szofer zabiera jego walizki i wsadza je do bagażnika czarnej limuzyny. Kobieta ciągle stoi w drzwiach i macha, gdy samochód znika za zakrętem.

Nagły dźwięk rozwijanych rolet budzi chłopaka leżącego na wielkim łożu w ogromnej sali balowej. Jak również dwie nagie dziewczyny, leżące koło niego.
- Dzień dobry paniczu Jakuniszyn. Jak się spało?
Młodzieniec niepewnie podnosi się na łokciach, lecz czując ostry ból głowy, opada z powrotem na poduszki.
- Krótko – jęczy w odpowiedzi.
Dziewczyny próbują zakryć jakoś swoje wdzięki przed lokajem, który sprawnymi ruchami ogarnia bałagan panujący w pomieszczeniu. Nie udaje im się to, lecz mężczyzna nie zwraca na nie najmniejszej uwagi.
- Za chwilę podadzą śniadanie. A po posiłku będzie na panicza czekał prywatny odrzutowiec – mówi tylko.
- Jaki jest dziś dzień Albercie?
- Trzydziesty pierwszy sierpnia, paniczu.
- O ku-urwa...

W dużej kuchni cała rodzina w pośpiechu je śniadanie. Matka smaruje sobie bajgla niskotłuszczowym masłem i burzliwie rozmawia z kimś przez telefon. Córka, szybko jedząc płatki, plotkuje z przyjaciółką przez komórkę i przerzuca strony jakiegoś modnego czasopisma. Ojciec gryzie tosta i czyta poranną gazetę. Syn pije sok pomarańczowy i uśmiecha się pod nosem, obserwując to wszystko.
- Oj, będę za wami trochę tęsknił – mruczy do siebie. – Tato, jedziesz już? – mówi głośniej.
Ojciec wolno odkłada gazetę, doczytując ostatnie zdanie, i pytająco patrzy na syna.
- Pytałem, czy już jedziesz.
- Tak. Podwieźć cię gdzieś?
- Gdybyś mógł. Muszę się dostać na lotnisko, a moje kochanie pojechało już wczoraj.


Uroczyste rozpoczęcie roku szkolnego zawsze odbywa się na głównym dziedzińcu, pierwszego września o 10.00 rano. Ale pewna piątka zawsze się na nie spóźnia. Po trzeciej wizycie u dyrektora za owe spóźnienia, przyjaciele ustalili, że takie uroczystości nie mają większego sensu, pierwszego dnia szkoły spotykają się więc sami w pewnym sobie tylko znanym miejscu - starej kanciapie na strychu, w opustoszałej zazwyczaj części zamku. Nikt nie wie, jak udało im się znaleźć tę kryjówkę, ale też nikt w to głębiej nie wnika.
Początek tego roku nie różnił się zbytnio od wcześniejszych. Wysoka i elegancka ruda. Śliczna i roztrzepana brunetka. Atrakcyjny i pozornie zawsze niewinny blondyn. Szarmancki i zabójczo przystojny brunet. Drugi brunet, równie przystojny co pierwszy, ale trochę spokojniejszy. Najlepsi przyjaciele. Od zawsze, na zawsze. Amelia, Maja, Gabriel, Igor i Dawid. Elita szkoły. Nieoficjalnie, oczywiście.


komentarze [1]



Ha! >> sobota, 17 listopada 2007 21:49:38

Skasowałam wszystko. I może napiszę od nowa. To znaczy przerobię. Albo się zobaczy.

komentarze [0]



chaste & yvi
12. März 2007verlinken/ kommentieren


chaste & yvi